Średnia cena trzody chlewnej w klasie E płacona za 100 kg masy poubojowej schłodzonej (mps) w państwach członkowskich UE wyniosła w lutym 2023 r. 217,49 euro. W porównaniu do stycznia 2023 średnie ceny w krajach UE wzrosły aż o 14,71 euro/100 kg (+7,25%). Najdroższa wieprzowina jest obecnie z Bułgarii, gdzie kosztuje prawie 259 euro
11 marzec 2022. Wojna na Ukrainie ma wpływ na każdy sektor rolnictwa, w tym produkcję trzody chlewnej. Jakich efektów krótko- i długoterminowych można się spodziewać? Francuski Instytut Wieprzowiny i Świni (IFIP) sporządził analizę, aby spojrzeć w przyszłość. Wojna na Ukrainie jest źródłem ogromnych napięć na rynkach
Pleuropneumonia świń występuje coraz powszechniej powodując znaczne straty ekonomiczne w produkcji, szczególnie w dużych chlewniach trzody chlewnej. Jak podaje Molenda (1988) zarazek wywołujący pleuropneumonię świń został po raz pierwszy wyosobniony w 1963 roku w Kalifornii od prosiąt chorujących z objawami posocznicy i zapalenia
2. W przypadku odnawiania stada można zakupić nieekologiczne dorosłe samce i samice nieródki ssaków, które od momentu wprowadzenia do stada muszą być chowane zgodnie z zasadami rolnictwa ekologicznego. Ponadto liczba wprowadzanych samic ssaków podlega następującym rocznym ograniczeniom: maksymalnie 10% dorosłych zwierząt
Już od 1997 roku firma Hodowca Sp. z o.o. świadczy kompleksowe usługi wyposażając budynki inwentarskie dla drobiu i trzody chlewnej. Towarzysząc naszym klientom od projektów po montaż i serwis, zmieniamy się i rozwijamy wraz z polską branżą drobiarską. Od samego początku naszej działalności zmierzaliśmy do tego, aby być nie
Chów i hodowla trzody chlewnej. Uniwersytet Przyrodniczy we Wroclawiu. 13 Dokumenty. Przejdź do kursu. 1. Obrót Stada. Chów i hodowla trzody chlewnej 100% (1) 17.
. Hodowla trzody chlewnej była kiedyś istotnym segmentem polskiego rolnictwa. Dzisiaj jej potencjał nie jest w pełni wykorzystywany, czego powodem są duże wahania cen żywca oraz rozdrobnienie i brak profesjonalizacji gospodarstw. Aby poprawić efektywność polskiej hodowli powstał program Gobarto 500, którego celem jest odbudowa rynku produkcji mięsa wieprzowego w najnowszych danych wynika, że sytuacja na rynku trzody chlewnej jest dobra, a wieprzowina króluje na polskich stołach. Jak podaje GUS, Polacy zjadają jej ok. 41 kg rocznie, przedkładając ten rodzaj mięsa nad drób i wołowinę. Jednak okazuje się, że 30% spożywanego przez Polaków mięsa wieprzowego pochodzi z importu. Tak duży udział zagranicznych dostawców powoduje, że polski rynek jest uzależniony od zawirowań za granicą. Spadek lub wzrost cen w innych krajach Unii Europejskiej, Chinach czy USA nie pozostaje bez wpływu na nasz krajowy proces skupu. Standaryzacja oraz profesjonalizacja procesu tuczu trzody chlewnej może spowodować, że polskie gospodarstwa będą mniej podatne na wahania zagranicznych rynków. Koncentracja produkcji jest szansą na zwiększenie udziału polskiej wieprzowiny w światowym hurcie. Obecnie ceny trzody chlewnej są najwyższe od 5 lat. Ich wysoki poziom utrzymuje się od początku 2017 r., a jedynie w lutym ceny lekko spadły względem poprzedniego miesiąca. Jednak szacuje się, że w najbliższym kwartale ceny się obniżą, choć daleko im będzie do najniższych poziomów w historii. Duże wahania cen mogą niepokoić obecnych rolników oraz tych, którzy chcieliby się zaangażować w produkcję trzody chlewnej. - Podczas gdy polski, rozdrobniony i mało profesjonalny rynek produkcji wieprzowiny kurczył się, nasi zachodni sąsiedzi postawili na koncentrację produkcji i jej wysoką jakość. Jak pokazują prognozy OECD światowy rynek konsumpcji mięsa wieprzowego wzrośnie w latach 2012-2021 o 13%. Wprowadzenie niezbędnych rozwiązań w zakresie tuczu trzody chlewnej wpłynie pozytywnie na opłacalność produkcji wieprzowiny. Dziś najniższe koszty produkcji osiągają rolnicy z Hiszpanii, Danii, Belgii czy Niemiec i chcielibyśmy, żeby wkrótce do tego grona dołączyli polscy hodowcy, dlatego zdecydowaliśmy się uruchomić Gobarto 500 – mówi Paweł Spyrka, dyrektor ds. rozwoju trzody chlewnej. Spółka Hodowca Gobarto 500 to inicjatywa polegająca na budowie na gruncie rolnika budynku inwentarskiego na 2000 sztuk trzody chlewnej. Tuczone będą w nim zwierzęta dostarczone przez firmę Gobarto, a następnie odebrane po osiągnięciu ustalonej wagi ubojowej. Taki sposób produkcji gwarantuje jej powtarzalność, a co za tym idzie, wpływa na lepszą jakość surowca i większą opłacalność hodowli. Rolnik, który dołączy do programu, otrzyma wysokie miesięczne wynagrodzenie, dostęp do nowoczesnych technik produkcji, wsparcie merytoryczne na każdym etapie oraz opiekę weterynaryjną. Będzie to także szansa na rozwój własnego gospodarstwa poprzez budowę nowoczesnego budynku inwentarskiego. Istotne jest, że bez względu na koniunkturę na rynku rolnik otrzyma stałe wynagrodzenie za pracę włożoną w tucz każdy hodowca uczestniczący w programie weźmie udział w szkoleniach organizowanych w ramach Akademii Rolnika, podczas których zdobędzie specjalistyczną wiedzę dotyczącą nowoczesnych technik tuczu. Warto dodać, że Gobarto zaprasza do programu zarówno doświadczonych rolników, jak i tych, którzy nie zajmowali się dotąd hodowlą zwierząt. Więcej informacji na temat programu Gobarto 500 można znaleźć na stronie internetowej:
Warunki hodowli trzody chlewnej – w teorii i praktyce, fot. @Foca@ źródło: Warunki hodowli trzody chlewnej – z dniem 1 maja 2004 r. przepisy unijne stały się elementem prawa krajowego i wszyscy adresaci sformułowanych w nich norm mają obowiązek ich przestrzegania – także rolnicy w zakresie warunków hodowli trzody chlewnej. Prawo rolne oparte częściowo na przepisach unijnych, częściowo na przepisach krajowych, wprowadza minimalne standard w zakresie utrzymania trzody chlewnej. Praktyka pokazuje, że nawet minimum standardów nie jest jednak przestrzegane, choć od wejścia w życie przepisów minęło ponad 10 lat – to wystarczająco dużo, aby rolnicy mogli dostosować się do nowych norm. Warunki hodowli trzody chlewnej – minimalne standardy, czyli co? Rolnicy nie są świadomi, czy spełniają minimalne standardy hodowli trzody chlewnej, a nawet jeżeli doskonale je znają, traktują je z przymrużeniem oka. Przyzwolenie na łamanie podstawowych zasad hodowli trzody chlewnej nabiera charakteru powszechnego w polskim rolnictwie, czemu ostro sprzeciwiają się obrońcy praw zwierząt, słusznie powołujący się na przepisy ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz. U. z 2013 r., poz. 856) i Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 15 lutego 2010 r. w sprawie minimalnych warunków utrzymania poszczególnych gatunków zwierząt gospodarskich, dla których normy ochrony zostały określone w przepisach Unii Europejskiej (Dz. U. z 2010 r., nr 56, poz. 344). Minimalne standardy można podzielić na wytyczne ustalone w liczbach oraz reguły hodowli trzody chlewnej ustalające nakazy bądź zakazy dla hodowców. = Rolnictwo – Sadownictwo – Ogrodnictwo – Ochrona Roślin – Maszyny Rolnicze – Nawozy – Środki owadobójcze – Hodowla zwierząt – Finanse i Prawo dla Rolnika Wytyczne ustalone liczbowo odnoszą się do: wymagań powierzchni kojca dla zwierząt utrzymywanych pojedynczo, albo grupowo szerokości otworów w podłodze szczelinowej szerokości beleczki w podłodze Reguły utrzymania świń odnoszą się natomiast do takich norm postępowania, jak: zakaz utrzymywania świń na uwięzi nakaz zaopatrzenia kojca w materiał umożliwiający budowę gniazda na 7 dni przed terminem proszenia nakaz odsadzania prosiąt najszybciej w 29. dniu życia nakaz zastosowania długotrwałego znieczulenia przy wykonywaniu zabiegu obcinania ogonków i kastracji po 7. dniu życia Wymienione normy postępowania to jedynie przykłady norm postępowania zaadresowanych do hodowców świń. Znacznie wyższe wymagania wprowadzono w odniesieniu do chowu ekologicznego świń, aby zapewnić im jak najwyższy standard dobrostanu. Minimalne standardy w praktyce czyli warunki hodowli trzody chlewnej Rolnicy w mniejszych gospodarstwach rolnych raczej nie mają problemu z przestrzeganiem minimalnych standardów wyznaczonych im przez prawo. Wynika to z faktu, że chów jest przeznaczony raczej na potrzeby gospodarstwa rolnego i ewentualnie lokalnej społeczności. Ze spełnieniem minimalnych standardów problem mają hodowcy przemysłowi, którzy są nastawieni na zysk i dążą do osiągnięcia jak najwięcej „towaru” przy jak najmniejszych nakładach i w jak najkrótszym czasie. Problem wypłynął już w 2012 r., kiedy zmieniono standardy w taki sposób, aby trzoda chlewna miała zapewniony dobrostan na wyższym poziomie. Komfortowe warunki hodowli świń nie spodobały się wielu hodowcom. Sankcją za niespełnienie wymogów jest odcięcie od dotacji, a także kary pieniężne nakładane przez inspekcję weterynaryjną. Minimalne standardy określone w ustawie o ochronie zwierząt oraz w rozporządzeniu w sprawie minimalnych warunków utrzymania poszczególnych gatunków zwierząt gospodarskich to obowiązki, które zostały nałożone przez ustawodawcę na rolników, aby zapewnić zwierzętom odpowiednie traktowanie i zapobiec nadużyciom. Nie oznacza to, że hodowca świń nie może zapewnić im lepszych warunków. Z taką postawą spotykamy się jednak rzadko, bo przy aktualnych cenach sprzedaży hodowców zwyczajnie na to nie stać. Tekst: Magdalena Lisek Post Views: 6 820
Wydajność hodowli trzody chlewnej rośnie znacząco wraz z poprawą warunków utrzymania i dobrostanu. Takie podejście pomaga też zadowolić konsumentów, którzy coraz bardziej martwią się o pochodzenie żywności i dobrostan zwierząt, z jakich się ją produkuje. W tym celu podejmuje się obecnie sporo prac badawczych dotyczących optymalnych warunków utrzymania zwierząt. Praktyki produkcyjne, stosowanie leków, bezpieczeństwo biologiczne, systemy żywienia, transport i standardy dotyczące dobrostanu muszą być zgodne przynajmniej ze standardami minimalnymi w hodowli. Szczęśliwe świnie w Chalala Farms Na farmie Chalala Farms w Południowej Afryce bada się optymalne warunki hodowli trzody chlewnej. Naukowcy pracujący na tej doświadczalnej farmie wypraktykowali, że dojrzałe osobniki radzą sobie najlepiej w temp. 18-20ºC i wilgotności 60-80%. Mogą tolerować temp. do 25ºC, ale większe mają już negatywny wpływ na wzrost, rozmiary miotów, a nawet liczbę martwych urodzeń. Wykorzystuje się tu wentylację wymuszoną, aby obniżyć temperaturę i równomiernie rozprowadzać powietrze w budynkach. Dojrzałe świnie są utrzymywane w stałej temp. 23ºC. Nie są wymagane urządzenia grzewcze, bo warunki klimatyczne w Afryce rzadko tego wymagają. Jedynie prosięta trzeba dogrzewać promiennikami podczerwieni w kojcach porodowych, stawianymi ok. 50 cm od loch, by nie przegrzewać samic. Temperatura jest zwiększana i utrzymywana na poziomie 29°C, gdy prosięta wchodzą do samodzielnych jednostek, a potem zmniejsza się ją o 0,5 a 1ºC na tydzień, w czasie ich 7-tygodniowego chowu. Prosięta przeznaczone do remontu stada zostają w specjalistycznym zamkniętym obiekcie, a osobniki selekcjonowane na rynek, idą do oddzielnego działu jako zwierzęta rzeźne i są sprzedawane po 21 tyg. Obsada w zagrodach warchlaków wynosi 0,35 zwierząt/m2, a w zagrodach hodowlanych 0,95 zwierząt/m2. Zarządzanie zdrowiem i zapobieganie chorobom W Chalala Farms podejmuje się wszelkie możliwe środki ostrożności, by świnie były w dobrym zdrowiu i kondycji. Ma to zapewnić maksymalnie wysoką wydajność hodowli trzody chlewnej. Dojrzałe świnie stoją na stropach betonowych, a warchlaki i młodzież na plastikowych listwach. Spadające przez nie odpady zbierają się pod spodem i trafiają do oczyszczalni obornika. Potem są wykorzystywane jako nawóz pod uprawy ziarna na paszę dla świń. Plastikowe listwy podłogowe są cieplejsze i wygodniejsze dla młodych zwierząt. Maciory trzymane są na żeliwnych listwach w kojcach porodowych, bo ich cielska są już zbyt ciężkie dla podłoża z plastiku. Wszystkie urządzenia są czyszczone, dezynfekowane i suszone po opuszczeniu zespołu przez świnie, a przed wprowadzeniem nowej partii. Koryta do karmienia są regularnie spłukiwane wodą. Woda dostarczana do gospodarstwa jest testowana dwa razy w roku pod względem jakości. W całym zakładzie produkcyjnym utrzymywana jest rygorystyczna ochrona biologiczna i kontrola dostępu, a obszary produkcyjne podzielono na strefy, co ma zapobiegać wprowadzeniu i rozprzestrzenianiu się ewentualnych chorób (np. świński zespół rozrodczo-oddechowy i choroby endemiczne, jak afrykański pomór świń i pryszczyca). Każdy obiekt wchodzący i wjeżdżający jest obowiązkowo dezynfekowany. Wszyscy muszą też korzystać z wyznaczonych tras technologicznych pomiędzy jednostkami produkcyjnymi, by choroby nie przenosiły się z jednostki do jednostki. Gospodarstwo corocznie przechodzi audyt sprawdzający przestrzeganie wymogów bezpieczeństwa biologicznego i dobrych praktyk zarządzania. Co najmniej co drugi miesiąc monitorują je w tym celu państwowi lekarze weterynarii. Świnie są też szczepione przeciw chorobom, na parwowirusy, leptospirozę, Escherichia coli, cirkowirusy. Antybiotyki i inne leki stosuje się wyłącznie u osobników chorych. Reżim karmienia Zwierzęta otrzymują racje żywnościowe ustalane przez dietetyka i dostosowane do swej fazy produkcyjnej (zindywidualizowana ilość paszy na podstawie kondycji). Produkcyjna wydajność hodowli trzody chlewnej jest tu mierzona podczas i po sztucznej inseminacji oraz 8 tyg. później. Lochy są oznaczone elektronicznie, a podajnik odczytuje ich etykietę i zadaje prawidłową ilość paszy. Specjalny program komputerowy ostrzega przy tym, które zwierzęta jedzą za mało. Świnie są inteligentne i uczą się korzystać z tych tras karmienia zwykle w ciągu jednego dnia. Prosięta mają delikatne układy trawienne, przez co są podatne na problemy żołądkowo-jelitowe. Podczas gdy na farmach odsadza się je zwykle od matki po 21 dniach, to w Chalala Farms dopiero po 28 dniach. Zmniejsza to szok odsadzenia oraz zapewnia lepsze zdrowie i mocniejszą budowę. Prosięta nie potrafiące ssać i nie otrzymujące wystarczającej ilości mleka od matek, są identyfikowane w kojcach porodowych i karmione indywidualnie. Do racji pokarmowych starszych prosiąt dodaje się kwasy organiczne, co pomaga równoważyć poziom pH żołądka i uodparnia na bakterie. Bibliografia: 1. Kriel G., Happy pigs make for good business, Farmer’s Weekly, ( r.) 2. Phillips L., Investing in animal welfare pays off for German piggery, Farmer’s Weekly, ( r.) Redakcja Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj
- Polska z znaczącego producenta wieprzowiny w ostatnich 10 latach stała się dużym importerem tego mięsa. Konieczna jest odbudowa hodowli trzody, bo to przeniesie rolnikom w perspektywie 5 lat nawet 50 mld zł - ocenił Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. - Jeszcze w 2007 roku Polska była jednym z największych w Europie producentów wieprzowiny, obecnie jest 5. co do wielkości jej importerem - mówił ekspert podczas VI Kongresu Rolników RP. 5. ognisko ASF. Ograniczenia dotkną kolejne województwo Afrykański pomór świń został wykryty u świń domowych w województwie dolnośląskim. To już 5. ognisko ASF w tym roku. Inspekcja Weterynaryjna do tej pory potwierdziła 2 ogniska w woj. wielkopolskim oraz po jednym w woj. lubuskim oraz... Przypomniał, że już w 2012 r. była przygotowana strategia odbudowy trzody chlewnej, ale do dziś nie została wdrożona. Prezes "Polskiego Mięsa" zaznaczył, że pogłowie trzody w Polsce spadło w ciągu ostatnich 10 lat o 35 proc., bilans handlowy wieprzową jest ujemy na poziomie 1,8 mld zł, a krajowa produkcja tego mięsa jest uzależniona od importu prosiąt i warchlaków. W 2019 zaimportowano 7 mln prosiąt i warchlaki o wartości 2 mld zł, natomiast systematycznie spada liczba loch. To wszystko spowodowało, że krajowa produkcja wieprzowiny spadła w ciągu 10 lat o 13 proc., a w tym czasie jej import wzrósł 4 krotnie. Zdaniem Choińskiego, w Polsce jest miejsce dla dużych ferm jak i dla małych chlewni. Tysiąc dużych gospodarstw wytwarza 25 proc. wieprzowiny, podczas gdy w np. Niemczech w 10 tys. gospodarstw pozyskuje się 71 proc. wieprzowiny. Według szefa Związku, przede wszystkim trzeba wyeliminować import warchlaków - ich udział w całej produkcji stanowi 40 proc., z tego 85 proc. pochodzi z Danii. - To stanowi, że nie tylko dajemy zarabiać komuś innemu, ale gdyby Duńczycy powiedzieli - od jutra nie sprzedajemy wam prosiaków, to upadają gospodarstwa w Polsce, zakłady mięsne i praktycznie produkcja trzody chlewnej przestaje istnieć - tłumaczył. Kolejną barierą w odbudowie, są trudności uzyskaniu wszelkich pozwoleń na budowę chlewni, zablokowanie eksport z powodu afrykańskiego pomoru świń, a także zbyt mała skuteczność w zwalczaniu tej choroby. Choiński zaznaczył, że choroba ta nie tylko zamknęła dla eksportu z Polski bardzo perspektywiczne rynki azjatyckie, ale także utrudnia produkcję wieprzowiny w kraju. Jak zauważył, według firmy Ernest& Young dalsze rozprzestrzenianie się ASF może doprowadzić do 2023 roku do utraty kolejnych rynków zbytu i spadku eksportu wieprzowiny o łącznej wartości 5,5 mld zł. W opinii ekspertów, przy utrzymaniu obecnego tempa rozwoju choroby, w 2020/2021 r. aż 88 proc. Polski może być obszarem z ograniczaniem ze względu na występowanie ASF. Brak działań w odbudowie produkcji trzody zarzucił ministrowi rolnictwa przewodniczący rolniczego OPZZ Sławomir Izdebski. Mówił także o konieczności oddłużenia gospodarstw rolników i wskazał, że zamiast rolnikom, państwo udziela pomocy prywatnym firmom takim jak "Eskimos" czy "Bielmlek". Informacje dotyczące hodowli i produkcji trzody chlewnej można znaleźć w dwumiesięczniku "Hoduj z Głową Świnie" ZAPRENUMERUJ
Jarosław Saldat z Dworzyska w powiecie świeckim utrzymuje w gospodarstwie około 25 macior, choć był czas, gdy ich liczba wzrosła do 35 sztuk. Jednak brak opłacalności zmusza gospodarza do ograniczania produkcji, do której i tak trzeba dopłacać. Liczy na dofinansowanie do loch mające objąć samice, które wyproszą się od połowy listopada 2021 roku do końca marca 2022 roku, jednak w jego przypadku kilka loch nie udało się pokryć, powtórzyły ruję, więc i tak wyproszenia wypadłyby po tym terminie. Dlatego rolnik zdecydował się odesłać je do rzeźni, aby nie ponosić dodatkowych kosztów. – Lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby do wyliczeń wzięto wyproszenia z ostatnich kilku miesięcy ubiegłego roku. Przecież każdy rolnik dokonuje zgłoszenia urodzonych sztuk. Zapobiegłoby to ewentualnym nadużyciom i kombinacjom, a przede wszystkim realna pomoc mogłaby być wypłacona już w pierwszych miesiącach bieżącego roku. My naprawdę nie mamy już środków, żeby przetrwać wiele kolejnych miesięcy, zanim to dofinansowanie do nas trafi – tłumaczy Jarosław Saldat. W gospodarstwie utrzymywany jest jeden knur, obecne rasy duroc, wykorzystywany do krycia. Gospodarz liczy każdą złotówkę i, jak twierdzi, sporo zaoszczędza, nie kupując nasienia, ponieważ utrzymanie rozpłodnika wychodzi taniej, a koszt jego zakupu, nawet jeśli wynosi powyżej tysiąca złotych, szybko się zwraca. Wszystkie pasze w gospodarstwie są wytwarzane na bazie koncentratów oraz własnego zboża i zadawane ręcznie do koryt Dziś hektar ziemi kosztuje tyle co 150 tuczników Zobacz także Jarosław Saldat rodzinne gospodarstwo przejął w 1999 roku. Wówczas jego rodzice mieli 30 ha ziemi. Dziś pomimo 63 ha własnych i 17 ha dzierżawy budżet się nie spina. Głównie dlatego, że od bardzo dawna trzeba dokładać do produkcji świń. – W 2004 i 2005 roku dokupiłem trochę gruntów i dzięki temu mamy dziś ponad 60 ha własnych. Kiedyś relacje cenowe były zupełnie inne. Hektar ziemi można było kupić za równowartość kilkunastu tuczników. Dziś, gdy ziemia jest znacznie droższa, a świnie tanie, hektar kosztuje tyle co 150 tuczników! – ubolewa rolnik. Ten produkt może Ciebie zainteresować Koszulka dziecięca ze zwierzętami – Tygodnik Poradnik Rolniczy Płacisz tylko 29,99 złCena regularna 39,99 zł SPRAWDŹ Gospodarz stara się inwestować w maszyny, ale z rozsądkiem. Przede wszystkim kupuje je od polskich producentów, ewentualnie używane. W 2020 roku wziął kredyt na zakup pięciu maszyn rolniczych w kwocie 340 tys. zł, na który dostał dofinansowanie. Jednocześnie, zgodnie z warunkami przyznania pomocy, zobowiązany został do zwiększenia areału. Tym samym gdyby trudna sytuacja go zmusiła, nie może teraz sprzedać ziemi, aby spłacić aktualne zobowiązania. Choć, oczywiście, nie chciałby tego robić, ponieważ czuje się związany z rolnictwem i marzy jedynie o tym, aby spokojnie gospodarować. – W naszej okolicy ziemi brakuje. Jakiś czas temu udało mi się kupić 3 ha, ale także musiałem wspomagać się kredytem. Na wydzierżawienie też nie ma chętnych. Grunty należące do dawnych spółdzielni, zamiast być rozdysponowane do sprzedaży lub dzierżawy rolnikom, trafiają w całości w ręce dużych dzierżawców. Ten, który ma już tysiące hektarów, dostaje kolejnych kilkaset, a my nie mamy szans nawet na kilka – żali się rolnik. Jak podkreśla, zbliża się wiosna, trzeba będzie płacić za nawozy i nie wiadomo, skąd brać na to pieniądze. Tym bardziej że druga transza dopłat bezpośrednich na razie nie jest wypłacana. Dopłaty do zakupu materiału siewnego też, póki co, są odroczone. – Nasza przyszłość jest stale niepewna. Nie oczekujemy dużych zysków, ale chcielibyśmy, żeby było nas stać na opłacenie faktur i zakupionych maszyn. Bardzo się cieszyliśmy, kiedy komisarzem do spraw rolnictwa w Unii Europejskiej został Janusz Wojciechowski. Pokładaliśmy w nim duże nadzieje. Tymczasem nie zrobił kompletnie nic dla polskiego rolnictwa. Nie byłbym w stanie wymienić choć jednej jego zasługi. Z ministrów rolnictwa jedynie Krzysztof Ardanowski chciał rozmawiać z rolnikami, wysłuchać nas i przynajmniej spotykał się z nami w kryzysowych sytuacjach – uważa Jarosław Saldat. Prosięta w wydzielonym legowisku dogrzewane są promiennikami i przebywają przy maciorze nawet do 7. tygodnia życia Prosięta długo przy maciorach Maciory w gospodarstwie Saldatów utrzymywane są w starych zmodernizowanych budynkach, natomiast odchów prosiąt oraz tucz odbywają się w chlewni wybudowanej w 2003 roku, w której jest 20 kojców po 15 stanowisk każdy. Wszystkie zwierzęta przebywają na płytkiej ściółce, co wymaga dużych nakładów pracy, ale zdaniem gospodarza świnie mają dzięki temu większy komfort. Prosięta przy maciorach dogrzewane są jedynie promiennikami, ponieważ ściółka izoluje je od podłoża. Maciory wypraszają się po 5 sztuk i mają pełną swobodę ruchu w kojcu porodowym. Prosięta mogą natomiast przechodzić do wydzielonej strefy legowiskowej. Odsadzane są w 7. tygodniu życia, a dokarmiane paszą stałą od 2. tygodnia. Jedynie pasze dla prosiąt, aż do momentu odsadzenia, to gotowe mieszanki granulowane. – Pierwsze tuczniki z nowej chlewni ponad 18 lat temu sprzedawałem po 2,8 zł za kilogram i była jako taka opłacalność. Teraz nie starcza na pokrycie kosztów pasz, chociaż przygotowujemy je sami w gospodarstwie na bazie koncentratów, żeby było taniej. Dziennie zużywam 600 kg paszy. Przy stawce minimum 1,5 zł/kg to wychodzi w miesiącu około 27 tys. zł. Tymczasem za sprzedanych ostatnio 15 tuczników dostałem 6 tys. zł netto. W miesiącu odstawiam ich do rzeźni około 40 i nijak się to nie bilansuje – wylicza gospodarz. Lochy karmiące utrzymywane są na płytkiej ściółce i mają możliwość swobodnego poruszania się Tradycyjny system wymaga nakładu pracy Wszystkie zwierzęta mają podawaną do koryta serwatkę kupowaną w Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita. Oprócz zakwaszenia przewodu pokarmowego dostarcza ona wielu witamin i wpływa na apetyt. Zdaniem rolnika świnie lepiej się po niej czują i nie chorują, a piją ją bardzo chętnie. Rocznie zużywa on około 200 tys. litrów serwatki. Zatrudnia też jednego pracownika, z którym jest związany od kilkunastu lat. Pomoc jest potrzebna, ponieważ sam przygotowuje pasze dla zwierząt i zadaje je ręcznie. Poza tym konieczne jest usuwanie obornika, rozścielanie słomy i prace polowe na około 80 ha ziemi. Trudno jest jednak opłacać obsługę, nawet po najniższej krajowej, kiedy samemu się nie zarabia. Jak podkreśla Jarosław Saldat, wciąż utrzymuje jeszcze świnie, ale już od dawna musi traktować to zajęcie jako hobby, ponieważ nie czerpie z niego zysków, a ponosi jedynie koszty. Wielokrotnie zastanawiał się nad podjęciem pracy, tym bardziej że specjalizuje się też w naprawach używanych maszyn rolniczych. Po wyremontowaniu z powodzeniem służą mu w pracy. Dzięki temu udaje się wytrwać przy produkcji trzody chlewnej. Jednak staje się to coraz trudniejsze. – Ciągniki, które mam w gospodarstwie, także były kupione jako używane i przeze mnie wyremontowane. Nam wystarczają, ale wszystkie razem są warte mniej niż jeden nowy, którym trudno byłoby wykonać ogrom zajęć w gospodarstwie. Miałem propozycje pracy, ale nie da się tego pogodzić z utrzymaniem świń. Jeśli nikt w tym kraju w porę się nie obudzi, to rolnicy zlikwidują trzodę chlewną i zajmą się czymś, co pozwoli im utrzymać rodziny, ale wtedy będzie już za późno. Wszyscy będziemy zmuszeni do kupowania w sklepach tego, co nam przywiozą zakłady mięsne z zagranicy. Nie będziemy mieli wpływu ani na jakość, ani na cenę – mówi rolnik. Jarosław Saldat wraz z żoną Ewą prowadzą gospodarstwo w Dworzysku w powiecie świeckim. Uprawiają rzepak, jęczmień ozimy, pszenicę i żyto. Zboża zebranego po żniwach starcza do kwietnia, resztę trzeba dokupić, aby przygotować pasze dla świń. Do mieszanek gospodarze dodają koncentraty białkowe. Produkują trzodę chlewną w cyklu zamkniętym i sprzedają rocznie około 550 tuczników. Sprzedaż odbywa się na wagę żywą przy masie ciała 115 kg. Pan Jarosław w wolnych chwilach remontuje używane maszyny rolnicze, które później służą mu do pracy. Na zdjęciu z synem Mateuszem przy ursusie z 1956 roku. Naprawa takich ciągników jest jego pasją, a ten egzemplarz dopiero czeka generalny remont i doprowadzenie do stanu użyteczności. Oprac. Natalia Marciniak-Musiał na podstawie artykułu Dominiki Stancelewskiej pt. Idzie wiosna, a opłacalności i pomocy brak, który ukazał się w Tygodniku Poradniku Rolniczym 6/2022 na str. 40. Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów, już dziś wykup dostęp do wszystkich treści na TPR: Zamów Dominika Stancelewska
hodowca trzody chlewnej dawniej